Nie uwierzysz co mi się przydarzyło w zeszłym tygodniu. Stoję sobie przy płocie, gadam z sąsiadem Zbyszkiem. Zbyszek ma pod siedemdziesiątkę i całe życie powtarzał że te smartfony to wynalazek diabła. A tu nagle wyjmuje z kieszeni telefon i pokazuje mi jak właśnie wysłał przelew córce do Anglii. Stoi facet w klapkach na trawie i przerzuca kasę na drugi koniec Europy. Gadamy dalej, a on mi opowiada że kiedyś musiał brać urlop żeby zdążyć do banku przed trzecią. Teraz robi to w łóżku przed snem. Jak to usłyszałem, to się trochę zamyśliłem. Bo jeśli Zbyszek się nawrócił, to chyba naprawdę coś w tym jest.
Wiesz, ja sam długo byłem sceptyczny. Miałem telefon, jasne, ale używałem go głównie do dzwonienia i oglądania głupot. Dopiero z czasem zacząłem łapać że są rzeczy które faktycznie ułatwiają życie. Nic wielkiego, żadna kosmiczna technologia, po prostu małe usprawnienia. Nawet rozrywka się zmieniła, i to bardzo. Pamiętam jak kiedyś żeby się zabawić trzeba było dzwonić do znajomych, umawiać się, jechać gdzieś przez pół miasta. Teraz? Siadasz przy kompie na chwilę i masz. Serwisy takie jak Spinfin dają opcję szybkiego oddechu od rzeczywistości bez wychodzenia z chaty. Wchodzisz, spęadzasz te piętnaście minut na czymś fajnym i wracasz do siebie. Dla kogoś kto wraca z roboty wykończony i ma jeszcze obiad zrobić, to naprawdę ratunek.
Dlaczego tak trudno nam cokolwiek zmienić?
Mam taką teorię. Ludzie boją się że nowe rzeczy będą skomplikowane i zajmą im więcej czasu niż zaoszczędzą. I często mają rację, bo rynek jest zalany aplikacjami które obiecują złote góry a potem trzeba pół dnia żeby je ogarnąć. Większość z nich to zwykłe śmieci.
Ale są też takie proste jak budowa cepa. Moja teściowa jest najlepszym przykładem. Kobieta przez całe życie robiła listę zakupów na kartce wyrwanej z zeszytu. Problem w tym że tę kartkę gubiła mniej więcej co drugi raz. Albo zostawiała na lodówce i szła do sklepu bez niej. Córka w końcu nie wytrzymała i zainstalowała jej najprostszą aplikację do list. Teściowa najpierw się burzyła że to głupota i że nie potrzebuje takich nowinek. Po tygodniu przyznała że faktycznie wygodniej. Po miesiącu nie wyobrażała sobie powrotu do kartek. Czasem trzeba po prostu spróbować zanim się skrytykuje.
Co naprawdę działa w praktyce?
Przez ostatni rok pytałem znajomych co im faktycznie pomogło. Każdy coś polecał, ale sprawdziłem tylko to co testowało kilka osób. Oto co wyszło:
| Na co ludzie narzekają | Co można z tym zrobić | I jak, działa? |
| Ciągle zapominam o rachunkach, potem płacę odsetki | Ustawić przypomnienia w kalendarzu, banalnie proste | U mnie działa od dwóch lat, ani jednej kary |
| Nie wiem gdzie mi kasa ucieka co miesiąc | Wpisywać wydatki w apkę, nawet tę darmową | Działa, ale musisz pamiętać żeby wpisywać |
| Mam mętlik w głowie, nie ogarniam co mam robić | Zwykła lista zadań w telefonie | Mi pomogło, żona mówi że bzdura |
| Plecy mnie bolą od siedzenia przy biurku | Apka co przypomina żeby wstać co godzinę | Spoko jeśli jej słuchasz a nie odklikujesz |
| Nie mogę zasnąć, gapię się w sufit | Tryb nocny co ściemnia ekran wieczorem | Trochę lepiej, ale to nie jest magia |
Żadnych cudów tu nie ma. Proste narzędzia które pomagają albo nie, zależy czy faktycznie ich używasz.
Historia Tomka i jego biegania
Muszę ci opowiedzieć o moim kumplu. Tomek zawsze był grubasem i zawsze mówił że kiedyś zacznie biegać. To kiedyś ciągnęło się z dziesięć lat. W końcu faktycznie wyszedł pobiegać i po dwóch tygodniach rzucił bo go kolana bolały i nie widział żadnych efektów.
Rok później spróbował jeszcze raz, ale tym razem zainstalował sobie taką aplikację co układa plan treningowy dla początkujących. Mówił mi że na początku czuł się głupio bo telefon kazał mu biegać po dwie minuty i chodzić po pięć. Myślał że to jakiś żart. Ale trzymał się planu bo co miał do stracenia. Po trzech miesiącach przebiegł pierwszą piątkę bez zatrzymywania się. Teraz startuje w półmaratonach i jest nie do poznania. Czy to zasługa aplikacji? Nie tylko. Ale bez niej pewnie znowu by odpuścił po dwóch tygodniach.
Są też minusy, nie ma co ściemniać
Okej, żeby nie było że jestem jakimś naiwnym entuzjastą. Są rzeczy które mnie wkurzają. Te ciągłe powiadomienia na przykład. Każda aplikacja myśli że jest najważniejsza i bombarduje komunikatami o każdej porze. Trzeba to od razu wyłączać, inaczej telefon zamienia się w źródło stresu.
No i ta kwestia że wszystko chce twoich danych. Niektóre apki proszą o dostęp do rzeczy które kompletnie ich nie dotyczą. Trzeba czytać co się instaluje i nie klikać na ślepo.
Na koniec taka jedna myśl
Nie namawiam nikogo żeby został niewolnikiem telefonu. Sam staram się odkładać go wieczorami. Ale kilka prostych narzędzi naprawdę może uprościć życie. Zbyszek, ten mój sąsiad od przelewów w klapkach, najlepiej to podsumował. Powiedział że przez czterdzieści lat robił rzeczy w głupi sposób bo tak go nauczono. A teraz żałuje że nie zmienił tego wcześniej. Wybierz jedną rzecz która cię wkurza. Znajdź proste rozwiązanie. Daj mu miesiąc. Jak nie zadziała, trudno. Jak zadziała, masz jeden problem z głowy.
Bo tak właśnie działają te małe zmiany. Pojedynczo wyglądają na nic. Razem potrafią zmienić to jak wyglądają twoje dni.
